Hard boot splitboarding

Splitboard i twarde buty, czyli hardboot shredding.

Splitboarding to wystarczająco niszowa branża, żeby o niej wiedzieć niewiele. Na tyle mało, że wciąż jest w powijakach tak mocnych, że żadna z prężnych fabryk najnowocześniejszych sprzętów sportów zimowych, rodem ze SpaceX, nie wymyśliła i nie produkuje… sensownych butów do splitboarda. Hola hola, ktoś zawoła. Tak wiem, są Touristy, Sparki, Fitwelle i inne gady, ale to wciąż buty wywodzące się wprost z legendarnej linii nowotarskich Relaxów 😀 – dobre do upalania przywyciągowego, a nie długich podejść na secret spota.


– No ale co w tym zdrożnego? – zapyta inny ktoś – po to jeździ się na desce w miękkich butach, aby był ten flow i brak kotwicy na nogach, z uczuciem, jakby mafia zalała cię od kolan w dół betonem i kazała serfować. 😀


Zaraz, a Piotruś Gignoux? Przecież jako pierwszy zrobił te inne, mityczne buty? Kliknij w link, odszukaj cyfrę ze znaczkiem „€” i rozejdźmy się do domu. 😉 Co było do udowodnienia: splitboarding w twardych butach to nisza wszystkich nisz. Cena to potwierdza.

Kto zaczynał tą zabawę ładnych kilka lat temu był skazany na Voila: archaiczny system sprzed 20 lat. W między czasie pojawiły się Sparki, Plumy i Karakoramy. Systemy same w sobie ok, wyeliminowały wiele wad, ale wciąż bolączką pozostaje długa konwersja splita i ten cholerny skituring pod górę w miękkich kapciach. Kijowe trawersy, brak sensownego odchyłu łydki do tyłu i waga na nodze na podejściu. Do realiów lekkiego i dobrze kontrolowanego skituringu pod górę wciąż daleko.

Wkurzony na to wszystko, wziąłem sprawy w swoje ręce, skoro Elon Musk ma rakietę co sama ląduje, to ja będę miał splita, co na podejściu będzie zasuwał, jak te kredki skiturowców! W dół oczywiście bez szkody na umyśle, jak po prostu desunia wystrugana przez Japonioli do mitycznego #japow.

Założenia są więc proste: lekko na podejściu, sztywno w trawersach, trzewik wygodny niczym kierpce, a na zjeździe, jak to w snowboardzie: pure flow bez uczucia sztywnej kostki czyt. zabetonowanego stawu skokowego.

Zacznijmy od buta bo w nim upatruję wszystkie te bolączki współczesnego splitboardingu. Zadałem sobie jedno ważne pytanie: w czym najczęściej śmigają ci wylajtowieni w lajkrach na kredkach…? Na Dynafitach. Tak się złożyło, że but Dynafit TLT6 kończył żywot na liniach produkcyjnych w zeszłym sezonie, a to but z wyeliminowanymi już wadami wieku dziecięcego (wiem bo pytałem się ekspertów z TatraTrade 😉 ). W zeszłym sezonie można było go wyhaczyć za psi piniądz, jakieś 1/10 tego co u w/w Piotrka (a za pozostałe jurki kupiłem deskę do #japow). 😀 😀 😀

To był but, na którym rozwinęła się cała idea przerzucenia twardych butów do splitboardingu. Idea bardzo prosta: zachować wszystkie jego zalety podejściowe, a tak zmodyfikować, aby mafia twardej kostki dała nam spokój. Prosta rzecz: but musi podczas zjazdu mieć ruchomość w stawie skokowym, jak normalny, miękki but snowboardowy. Czyli wychył zarówno w przód/tył, jak i na boki. Kto jeszcze nie miał w życiu na nogach zapiętego buta narciarskiego pewnie nie wie o czym mówię, warto spróbować, wrażenie „amputacji” nogi poniżej kolana nie do podrobienia. 😉

Ruszamy z koksem, czyli modyfikacje buta skiturowego pod splitboarding.

  • Zwiększenie wychyłu buta przód/tył.

Prosta sprawa. Ruchomość tą ogranicza górna klamra, wpinana na zjazd w otwór w bucie z tyłu łydki.

Aluminiowe obramowanie otworu na klamrę blokującą but do zjazdu.

Demontujemy więc metalowe obramowanie tego otworu, pilniczkiem powiększamy otwór w pionie, na dolnej i górnej jego wewnętrznej krawędzi. U mnie otwór w tył jest zwiększony o ok 1mm, w przód o ok 3mm. Należy pamiętać, że 1mm spiłowany przekłada się znacznie więcej na wychył samego buta w przód/tył. Każdy inaczej lubi zakres tego wychyłu. Należy zrobić to z umiarem, niewielkimi krokami, rzędu 1mm i próba.

Rozwiercone i oryginalne gniazdo wpięcia klamry.
  • Ruchomość boczna w kostce.

Tutaj niestety zaczynają się schody. But w tym miejscu jest sztywny jak… cholerny but narciarski. Są tutaj 4 mody(fikacje) do zrobienia, przy czym jeden z nich jest najważniejszy, który przesądza w największym stopniu o finalnej miodności buta. Oto i on:

Mod nr 1 – czyli drill, baby drill! 🙂

Musimy ściągnąć górną część skorupy buta (żółta), żeby dostać się do dolnej skorupy w okolicach kostki. Rozwiercamy nity, najpierw cienkim wiertłem 6mm, ostatecznie 10mm, uważając, aby nie przegrzać okolicy nita, bo stopimy skorupę. Szczególnie tak, żeby nie kręcił się nam nit przy wierceniu.

Nit, który trzeba rozwiercić.

Po ściągnięciu górnej skorupy mamy przyczynę uwierania w kostce przy bocznych wychyłach nogi: płetwy rekina, wrzynające się w łydkę.

Linia cięcia płetwy.

Ucinamy mniej więcej, jak czerwona linia, a po ucięciu wszystko ładnie zaokrąglamy i polerujemy, aby zadziory nie niszczyły nam wewnętrznego botka. I teraz najważniejszy mod: robimy nacięcia wokół pivota:

Dwa cięcia wokół pivota górnej skorupy.

Dopiero te dwa cięcia, do poziomu mniej więcej dolnej krawędzi otworu pivota pozwolą uzyskać boczną ruchomość w bucie, podobną do tej w butach miękkich. Przed cięciem należy wykonać otwory w linii nacięcia i na jego zakończeniu w celu rozładowania naprężeń podczas pracy skorupy. Niektórzy nacinają jeszcze ok 1-2cm głębiej, dla mnie wystarcza tyle. Tak wygląda teraz ruchomość tej strefy buta:

Wychył boczny zawiasu pivota.

Zanim zamontujemy teraz górną skorupę z powrotem do dolnej, warto zrobić kolejnego moda, gdyż będzie nam go łatwiej przeprowadzić.

Mod nr 2 – uelastycznienie górnej skorupy buta.

Nie wszyscy go robią, inni też wiercą więcej niż po jednym otworze. Wszystko zależy, jaki kto lubi feeling buta. Ja poprzestałem na jednym otworze z każdej strony tuż powyżej pivota. Mod ten powoduje zmiękczenie samej górnej skorupy. Jest ciut bardziej elastyczna. Wiercimy po prostu otwór o średnicy 5cm, prostą otwornicą do drewna, nakładaną na wiertarkę. Od środka zabezpieczyłem otwory podwójnie taśmą McGajvera, aby nie sypał się śnieg od środka.

Mod nr 3 – zmiana położenia dolnej klamry.

Jako że TLT6 dla narciarskiego usztywnienia mają dodatkowe języki, my te języczki grzecznie wywalamy w kosz… albo lepiej nie, może jeszcze się do czegoś nadadzą. Jazda bez tych języków oczywiście zwiększa ruchomość górnej części buta, ale jest też okupiona gorszym trzymaniem pięty w bucie przez dolną klamrę. Jest ona niefortunnie zamocowana nie w osi kostki, a na podbiciu stopy. I przez to nie działa bez wspomnianych języków zadowalająco. Ale nic nie stoi na przeszkodzie zamontować ją na rozwierconym zawiasie górnej skorupy. Zaczynamy tradycyjnie cienkim wiertłem, kończymy grubszym, uwaga na ciepło!

Rozwiercamy i demontujemy oczywiście obie, dolne klamry.

Teraz napotkamy trochę problemów, bo nie idzie dostać u nas ani fajnych nakrętek Ericssona, ani podkładek tulejowych, ani nitów o takim rozmiarze średnicy (9,5mm), wiec trzeba się wysilić i skompletować zestaw tulejek, podkładek i nakrętek, aby skręcić klamry i skorupę w jednym miejscu, jednocześnie nie ścisnąć tego miejsca za mocno, żeby uniemożliwić swobodną pracę zawiasu. Chłopaki z Phantom Splitboard Bindings sprzedają gotowy zestaw takich śrubek, ale cena zniechęca, a że Polak potrafi, to skompletowałem u nas zestaw zastępczy za… 10zł. 😛

Zestaw od strony zew. buta.

Podobny zestaw jest na drugą stronę buta, tylko śruba ma być z płaską główką. W podkładkę EPDM montujemy nakrętkę tulejkową usuwając troszkę gumy na kołnierz nakrętki. Wkładamy ją tak, żeby guma podkładki była od strony wewnętrznej buta, wsadzamy to w tulejkę 10mm, wcześniej ją musiałem w środku rozwiercić do rozmiaru nakrętki. Wszystko to wsadzamy w otwór pivota w dolnej skorupie.

Pivot od strony zewnętrznej buta.

Najważniejsze, to tak przyciąć plastikową tulejkę, aby wystawała ok 1mm więcej niż stalowa nakrętka w jej środku. Po to, aby przy skręcaniu nie ścisnąć obu skorup ze sobą, a przez to utrudnić pracę zawiasu. Musiałem jednak tą stalową nakrętkę tulejkową trochę skrócić, bo wymuszała za duży dystans między skorupami buta po obu stronach. Nakładamy po stronie zewnętrznej buta dwie 20mm podkładki z tworzywa (poliamid), aby odsunąć trochę klamrę od buta – inaczej trudno się zamyka. Otwór w niej też trzeba trochę rozwiercić do 10mm.

Klamra dolna od strony zewnętrznej buta.

Od strony wewnętrznej podobnie, z tym że klamra jest przedłużona na pasku, więc dajemy tylko jedną podkładkę z tworzywa 20mm i małą podkładkę 6mm pod śrubę M5 z płaską główką. Tulejka przycięta o 1mm więcej niż nakrętka tulejkowa.

Klamra od wewnętrznej strony buta.

Pozostaje dorobienie nowej, dłuższej linki do dolnej klamry, gdyż oryginalna jest stanowczo za krótka. Do mojego rozmiaru wystarczyło 30cm stalowej linki 2mm.

Linka do dolnej klamry dla skorupy buta 297mm.

Starą linkę wycinamy, nową zaciskamy zaciskiem alu 2mm – nie najlepsze rozwiązanie, jeśli nie wytrzyma próby czasu, wrzuci się tu zacisk skręcany.

Linka i zacisk.

Po zmontowaniu wszystko powinno ładnie ruszać się w zawiasie. Klamra zapina teraz nogę w pięcie idealnie. Nie trzeba mocno nawet ściskać buta, a stopa siedzi nieruchomo. Buciki po zmianach prezentują się wybornie, jak z fabryki manufaktury, czyli hand made my friend! 😛

Jak widać na zdjęciu powyżej, czegoś tutaj brakuje, czyli:

Mod nr 4 – pozbycie się zbędnego balastu.

Wyrzucamy, jak wcześniej wspomniałem, wkładane osobno języki usztywniające. Nie potrzebujemy przecież więcej usztywniać, a ich brak powoduje zdecydowanie większą ruchomość górnej części buta. Również zbędny jest całkowicie górny strap – pasek na rzep, opinający łydkę. Nie dość, że but narciarski sztywny jak beton, to jeszcze jakieś uściski śmierci w połowie łydki… co ci narciarze to je nie wiem… 😉 Wszystko przecież ma być luźne, aby nasze ciało miało maks swobody. Strap jest zamocowany na jednym nicie, rozwiercamy i po problemie.

Rozwiercamy nit z tyłu buta i można pasek zdemontować.

Zwiększenie mobilności nogi można jeszcze w niewielkim stopniu uzyskać poprzez wybór wewnętrznego botka w wersji CL (custom light) – czyli cieńszego i jednocześnie lżejszego, chyba o ponad 100gr.

Po tych zabiegach but jest przyjemny w obyciu. Uzyskuje ruchomość, jak normalny miękki but snowboardowy, jednak sztywność jego pracy jest mniej więcej, jak butów z flexem 9-10. Do ostrego FR idealna.

Oczywiście da się jeździć bez tego najważniejszego moda, czyli bez nacinania okolicy pivota, jeździłem tak pół sezonu, miałem tylko odcięte płetwy rekina, zwiększoną ruchomość przód/tył, wyrzucone języki i pasek. Ruchomość była znośna i kontrola deski również, ale ciągle coś mnie uciskało w łydce, utrudniało większe wychyły. Po prostu czułem, że coś ogranicza moją wolność, jaką dają miękkie buty: kompletny brak ucisków i ograniczeń ruchowych w okolicy stawu skokowego. Dopiero przerzucenie klamry i nacięcia w okolicy głównego zawiasu w bucie spowodowały, że freeride znów stał się great again. 😛

Jednak temat nie ogranicza się tylko do Dynafitów TLT6 – one były tylko pierwsze przy adaptacjach. Coraz więcej skiturowych butów ma inne rozwiązania i przy niewielkich modach, a czasem wcale, już nadają się do splitowania. Niestety nie znam odczuć jazdy w tamtych butach. Co nieco można na ten temat poczytać na forum splitboard.com, za które należą się mocno podziękowania – poradnik ten opiera się w znacznej mierze na doświadczeniach ludzi z tamtego forum.

Wiązania.

Przejdźmy do wiązań, bo to druga połowa sukcesu. Plastikowy but niestety musimy zapiąć w wiązanie dedykowane do twardych butów. Tutaj też postęp w technologii jest niewielki i nie ma w nim też wielkiej filozofii, no może u chłopaków z Pahntom Bindings coś więcej się dzieje. Musimy mieć osobne wiązania do zjazdu i osobno do podejścia. W tym tkwi sekret niskiej wagi podejściowej i szybkiego przepinania się. Co prawda PLUM robi wiązki, które działają w obu trybach: podejście/zjazd, ale niska waga na podejściu i łatwość przepinania to priorytet.

Zjazdowe wiązania to prosta sprawa: albo najtańsze Sparki Dyno DH:

Sparki Dyno DH

Lub też zaprojektowane i wykonywane w małej manufakturze inżyniera pracującego dla NASA: Phantom Bindings. Cena jak na te butikowe precjoza chyba adekwatna, czyli zaporowa. Ok 1 tys. $. Jednak chodzą opinie, że nie są tak sztywne, jak od Sparka oraz mają problemy z oblodzeniem.

Wiązania Phantom Bindings

Moim wyborem jednak byłyby wiązki od Francuzów, ze względu na wagę. Byłyby, gdyż jeżdżę na własnej roboty wiązkach w oparciu o płytę normalnych wiązek Sparka w systemie Tesli. Dorobiłem do niej parę blaszek na CNC i stalowych prętów. Niestety waga duża (550gr), wygląd niczym z garażu Janusza… 😉 Wiązania wsuwa się w pucki Voila, również Voila mam podpiętki.

A co na podejścia? Cokolwiek z pinami (kłami). Ja szczęśliwie wyszukałem tanie same przody Dynafitów Low Tech Race, ze względu na niską wagę. Ale niestety trzeba do nich dołożyć adapter pozwalający zamontować je w inserty splita. Od tego sezonu Spark wypuścił już dedykowane pod inserty splita swoje wiązania pinowe, więc można urwać jeszcze z wagi.

Dedykowane do splita wiązania pinowe od Sparka

Wnioski, petycje, zażalenia.

Na koniec padnie nieodzowne pytanie: ale po co to komu? Nie mam zamiaru nikogo przekonywać, że lot na Marsa jest potrzebny, czy też nie, ale wrzucę parę zaobserwowanych, po ponad jednym sezonie jazdy w tej konfiguracji, zalet i wad.


Zalety:

  1. Podchodzenie w tych butach to przyjemność. Nic nie gniecie, nie uwiera, nie ściska w stopie, czy uciska przy wykroku w łydce, duży odchył do tyłu powoduje, że czujesz się na podejściu, jakbyś szedł w butach do kostki.
  2. Waga: sam but z lekkim botkiem waży tylko 1140gr – czyli mniej więcej tyle, co przeciętny miękki, dedykowany but do splitboardu, więc tu oszczędności nie ma. Oszczędność jest gdzieś indziej. Bowiem wiązania do zjazdu lądują na podejściu w plecaku, czyli ubywa ok 550gr z nogi (przy wiązkach francuzów w plecaku łącznie ląduje ekstra tylko 750gr) . Na forach outdoorowych funkcjonuje przelicznik, że każdy kg na nodze to tak, jak 5kg w plecaku. Więc odjęcie 550gr z nogi i włożenie ich do plecaka, przekłada się na wydatek energetyczny tylko dla dźwigania 110gr na nodze. Prosta rzecz: przyczepcie po 1kg do nóg, przebiegnijcie się 1km, a następnie te 2kg wrzućcie do plecaczka i znów 1km. Efekt potrafi otworzyć oczy. A na turze 20km, każdy krok o 600gr lżejszy, to jest się o co bić. 😛
  3. Podejścia szczególnie na trawersach i kontrola deski na podejściu znacznie lepsza od miękkiego seta. Udaje się mi wchodzić znacznie wyżej, niż kompanom na tradycyjnym secie. Poprzez większy zakres ruchu w kostce lepiej też wykonuje się zakosy. Jest pewniej, swobodniej, lżej. Przez duży odchył w kostce robię o ok 10-15cm dłuższy krok co przekłada się na większą prędkość przelotową.
  4. Przejście z trybu podejście-zjazd-podejście w bucie to klik jedną klamrą nawet przez spodnie. W normalnych butach zawsze rozwiązuje się górną cześć buta, czy to boa, czy to zaciągane linki, zawsze trzeba podnieść nogawkę, rozsznurować i rozluźnić co nieco, a to trwa.
  5. Konwersja splita: wypięcie się z podejściowych zapięć to klik-klik – jak to w pinach: trwa sekundę. Złożenie dechy i wpięcie zapięć tradycyjnie. Wpięcie się w zapięcia: klik-klik, jak to w twarde wiązki. Więc mamy dwa kroki do przodu przewagi nad tradycyjnym splitem (brak odpinania się i wpinania się z/do paskowych wiązań). Jest jeszcze brak wypinania wiązań z deski po podejściu, ale trzeba je wyciągnąć razem z termosem z plecaka. 😉
  6. W żlebach nie musisz już narciuchom zazdrościć, że cyk, cyk wbijają się swobodnie swoimi twardymi butami z czubkami w wątpliwe stopnie ze śniegu, a zakładanie raków półautomatów to poezja.
  7. Jeszcze niuans: na płaskich dojazdówkach wpięcie/wypięcie tylnej nogi w twardych wiązkach, to ułamek sekundy i można robić to naprzemiennie setki razy, co przy paskowych zapięciach po dwu razach w ciągu minuty doprowadza do szewskiej pasji. 😉
  8. Pamiętacie wyrzucone języki do kosza? Weźcie je ze sobą na wyciąg, po włożeniu do tych butów, otrzymujemy prawie twarde buty snowboardowe do technicznej jazdy na krawędziach – piękna sprawa.
  9. Trwałość – miękkie buty do splita po 2 sezonach to kapciochy do wyrzucenia. Te tutaj są niezniszczalne, wymieniasz tylko zużytą wkładkę za parę złotych, ale ona też się nie zniszczy tak szybko, dzięki sztywnemu butowi zewnętrznemu.
  10. I coś na deser: jeśli nie zablokujemy do końca górnej klamry, uzyskujemy pełną ruchomość stawu skokowego, co da nam na zjeździe uczucie jazdy na powsurferze, z tą różnicą od oryginału, że będziemy mieli deskę jednak przypiętą do stóp. Ułatwia to znacząco ten prawdziwy, niczym nie skrępowany surfing w deep pow. ;P Robi się to w prosty sposób:
Blokada górnej klamry na zjazd, aby nie zblokować stawu skokowego na amen.

Wady

  1. Wygląd – kwestia dyskusyjna, mnie się podobają, choć na desce wzbudzają politowanie. 😀
  2. Są zimniejsze, testowałem je przy -18, to temp. jeszcze w bucie była w normie, na granicy komfortu, ale przypuszczam, że przy -25 zacznie robić się chłodno – niestety ja jestem kończynowy zmarzluch – więc nie koniecznie może to być dla kogoś znacząca wada.
  3. Musisz lubić jazdę w sztywnych butach o flexie 9-10. To niestety nie są kapcioszki do FS. Za to dają mega kontrolę dechy – więc to dla mnie atut, a nie wada.
  4. Myślę i myślę i chyba nie wymyślę. 🙂
Wpięcie do zjazdu i podejścia.

Podsumowując, zalety jakie dostarcza ta konfiguracja na podejściach, są tak znaczące, a eliminacja niedoskonałości buta narciarskiego pod kątem splitboardu idzie wystarczająco daleko (czekamy oczywiście, aż ktoś zrobi fabrycznie taki but w przystępnej cenie), co powoduje, że jest to wg mnie odpowiedni kierunek do doskonalenia sprzętu splitboardowego. Ekipa u mnie po 3 podejściach zazwyczaj ma dość, ja mam wciąż ochotę na 4 w ciągu dnia. Chodzenie w tym secie zrobiło się bowiem przyjemne, niczym na skiturowych kredkach. (sic) 😀 Gdyż na jednej nodze mam z fokami i butami tylko 3,5kg. Tyle samo będzie na zjeździe, bo zdejmuję foki (580gr), a zakładam wiązki do zjazdu (550gr). Czyli niecałe 7kg całość.

Jak się jeździ? Cóż, sami zobaczcie. W wielu miejscach na podejściu tego dnia Dynafity TLT6 ułatwiły mi znacząco życie, a na zjeździe surfing pełną gębą. 😛

Poniżej dorzucam krótki filmik, jak moje buty, po tych modyfikacjach, zachowują się w suchych warunkach domowych. Cała procedura wpięcia, usztywnienia do zjazdu, test, wypięcie, odblokowanie do trybu podejście.

Prosty test wpiętych butów po modyfikacjach.
Share