lifecycles

When the river meets the sea… czyli jak przedłużyć sezon freeridowy.

Jak to wszystko się zaczęło? Od wielu lat czekaliśmy cały rok na zimę. Bowiem tylko freeride na deskach w puszystym śniegu dawał nam tą wolność i radość życia poza codziennymi obowiązkami. Należało coś zrobić, aby sezon trwał jednak przez cały rok.

Wyszliśmy od podstaw: Grawitacja – to wspaniały dar natury – bez niej nie byłoby freeride’u. No właśnie, co robić, aby doznawać tego uczucia prędkości na twarzy, adrenaliny wyostrzającej nasze zmysły, maksymalnego skupienia na tym, co przed nami i ciągłej walki przyjemności ze strachem przed prędkością, gdy ostatnie śniegi  spłynęły już do morza?

Czy znacie powiew ciepłego wiatru wiosną i zapach dymu z kiełbasek na podmiejskich działkach? – to jednoznaczny znak, że nadszedł koniec zimy… I to uczucie ostatniego odpięcia deski na mokrym i nasączonym jak gąbka śniegu, gdzieś wśród kosówki w Tatrach…? Żałość nas wtedy ogarnia, szczególnie po takiej zimie, jak ostatnia, że na kilka miesięcy trzeba będzie zapomnieć o podnieceniu, związanym z kilkuminutowym zjazdem w dziewiczym terenie…
Jak to mówią lepiej późno niż wcale – i dużo w tym prawdy. Rower towarzyszył mi zawsze, szczególnie w górach, ale służył głównie do szybkiego przemieszczania się po szlakach. Można było w ciągu jednego dnia pozwiedzać kilka górek i cieszyć się z wycieczki. I nie przypuszczałem, że współczesny rower to również maszyna do korzystania z dobrodziejstwa naszej ukochanej grawitacji.
W górach
Tak się złożyło, że niejaki TeDe, nasz wspólny znajomy narciarz z zimowych tripów freeridowych jest czołowym Polskim zawodnikiem w rowerowym enduro – odmianie jazdy rowerowej po górach tam, gdzie tylko tego pragniemy. I to on rzucił temat: chłopaki, a może kupicie sobie rowerki… i się zaczęło…
Na pierwszy ogień poszło trochę filozofii tego sportu – nie będę nic mówił – wystarczy obejrzeć film „Life Cycles” i będzie dla Was wszystko jasne. Ale nie sposób nie dorobić do tego sportu całej filozofii freeride’u. Współczesny rower to bestia, podobnie jak deski, jest go wiele odmian:  cross country, enduro, freeride’owe, zjazdowe. Każdy ma swoje wady i zalety – chłopaki godzinami dyskutują o geometriach ramy, kątach główki, dwa blaty czy trzy, krótkie wózki w przerzutce, czy długie oraz wyższości Świąt Wielkanocnych nad Bożego Narodzenia – czyli czy TwentyNajner, czy Mała Kicha  itp itd. Ale przecież nie o to w tym chodzi…
I gdy nie ma już śniegu, majówka w Tatrach z deską odbębniona –  budziło się w mnie z wiosną coś nowego, nowa adrenalina – gdyż w piwnicy stał nowy nabytek: „Błękitny Rumak” tzw. full, czyli rower z pełnym zawieszeniem.
Niebieski full
To właśnie ta konstrukcja pozwala jeździć na tych rowerkach wszędzie tam,  gdzie wcześniej nawet się to nam nie śniło. Sekcje korzeni i luźnych beskidzkich kamieni, wielkie głazowiska gór Izerskich, poszarpane przez wodę ścieżki w Sudetach to dla niego bułka z masłem. Mamy wreszcie coś, co pozwala nam korzystać do woli z uroków freeride’u poza zimą: maszynę stworzoną przez człowieka, napędzaną tylko przez człowieka i wykorzystującą to co w naturze najlepsze: dzikość przyrody i nieograniczoną moc grawitacji. Ta przyjemność ze zjazdu po znanych i nieznanych ścieżkach rekompensuje w podobny sposób, jak na desce, trudy wjechania, wpychania, a nawet wnoszenia roweru na plecach na każdą górkę, „sky is the limit”.
 Po korzonkach
Śledzenie map, podpytywanie innych bajkerów, ciągłe poszukiwanie trudnych, jak i tych przyjemnych, dających tzw. flow ścieżek w naszych górach nie pozwala na odrobinę nudy w sezonie letnim. To ciągła walka pomiędzy naszymi ograniczeniami, lękiem, a rozsądkiem i odwagą. Chęć podnoszenia swoich umiejętności, budowania kondycji, a przede wszystkim ogromne dawki endorfin po udanym wyjeździe, czy też starcie w zawodach dla enduraków.
Tak oto sezon nie kończy się wiosną – on się wtedy rozpoczyna na nowo, śniegi topnieją, a my nabieramy nowego wigoru. Szykujemy swoje sprzęty, śledzimy nowinki techniczne, umawiamy się na wspólne kręcenie po górach, aby jesienią stanąć przed kolejnym wyborem: rower, czy deska? Myślę, że po długim sezonie letnim wybór będzie jednoznaczny i tak, jak ziemia zatacza okrąg wokół słońca, tak i my zafundujemy sobie kolejny zastrzyk nowej adrenaliny, zapinając dechy wraz z pierwszymi opadami białego puchu…
W trasie
…wciąż będąc pod wpływem dopalaczy wyzwolonych przez szaleńczą jazdę rowerem, po ścieżkach tak naprawdę nigdy dla nich nie przeznaczonych…
Share